Ciągłe powroty ♥

Witam po kolejnej dłuższej przerwie!

Przeróżne dni bywają – jak to już wcześniej wspomniałam – i często jest tak, że na nowo odkrywamy siebie, swoich przyjaciół, ulubione kawałki sprzed kilku miesięcy, czasem nawet lat.

Tak oto dziś ponownie pokochałam Eminem’a. ♥ A szczególnie jego utwory po „przemianie”, skłaniające do refleksji.

Myślę, że każdy z Was, (kto kojarzy i lubi Eminema oczywiście) zna jego kawałek „When I’m Gone” – to chyba jego najlepsza piosenka. Cały tekst znam na pamięć. Wyrecytować mogłabym nawet w nocy.

A jak nie słyszeliście, to sobie posłuchajcie:

A jak już tak wspominamy to jeszcze warte uwagi są:

A jak Wam się podobają jego kawałki? Woleliście go przed „przemianą” czy po?

Dziś tak bez moich zdjęć. Wybaczcie.

Do następnego! xoxo

Życiowo czyli smutno z niewielkim pocieszeniem

Witam Was moi mili!

Zacznę od tego, że dzień jak co dzień, tylko ja ostatnio jakaś nieswoja jestem. Może dlatego, że leżę chora w łóżku, mam mniejszy apetyt, wszystko mnie denerwuje i ogólnie nie ogarniam co się wokół dzieje. Ze zwolnieniem do piątku w domku siedzę. ♥ A moja kochana kotka wciąż mi towarzyszy w tym wylegiwaniu się w łóżku. Teraz śpi jak zabita, nawet na kaszel nie reaguje.

Czasem nachodzą człowieka pewne refleksje. Jednego dnia jest świetnie, masz ochotę powiedzieć całemu światu, że jesteś mega szczęśliwy/a, wręcz chcesz to wykrzyczeć. Innego zaś zastanawiasz się co z Tobą jest nie tak, co robisz źle, dlaczego wciąż jesteś samotny/a. Od pewnego czasu mam właśnie te mniej przyjemne dni.

Na domiar złego moja 8-gigowa karta pamięci ma mnie całkowicie gdzieś. Nie raczy się ujawnić, gdy podłączam ją do kompa, a próbowałam już wielu sposobów. Może Wy mi coś poradzicie? Jestem załamana, gdyż telefon też przestał ją czytać.

I znów się zrobił temat o elektronice. Nie jest jednak tak doskonała, jakbyśmy tego chcieli. Ale jak to mówią, nie można mieć wszystkiego i tego się trzymajmy.

Srutu tutu a nie napisałam o tym, że buciki dziś do mnie przyszły. I to jest chyba jedyny pozytywny punkt całego mojego dnia dzisiejszego.

A buty prezentują się tak o:

Zamówiłam o pół cm za duże, ale nie jest to jakoś odczuwalne. po prostu wydają mi się strasznie wielkie. :D Może tak po prostu ma być? Któż to wie.

Nutka na dziś i nie tylko, taki lekki smutas Jamala.

I moja mała myszka:

Najbardziej pocieszna istotka na świecie. ♥

To wszystko na dziś. A jakie są Wasze refleksje? Chyba każdy z Was ma te „gorsze” dni w życiu, prawda?

xoxoxo

Elektronika, zdjęcia i tym podobne sprawy ☼

Witam Was kochani po dość długiej – znów – przerwie. Dziś mam dla Was dość ciekawy – tak myślę – temacik + jakieś takie mniej ważne zdjęcia i pierdoły.

Zacznę może od tego, że dziś przez przypadek usunęłam wiele ważnych dla mnie zdjęć z komputera. Mniejsza o to jak, istotny jest fakt, iż je odzyskałam. Jupi!

Więc tak. Próbowałam dwóch programów Recuva i Undelete – niestety przywróciły tylko kilka zdjęć i to większość w opłakanym stanie.

Zaczęłam główkować. Doszłam do wniosku, że miałam te zdjęcia wcześniej na karcie pamięci. Wpisałam w google zapytanie: jak odzyskać usunięte zdjęcia z komórki? Wyskoczyła mi stronka z programikiem o nazwie Digital Image Recovery. Program pobrałam z tej stronki – tak, to chyba była ta strona i postępowałam zgodnie z instrukcjami zamieszczonymi tu. Minęło pół godzinki i miałam wszystkie zdjęcia, których potrzebowałam. Ogromnie się cieszę, że mi się to udało.

Poza tym dni jakoś mi mijają. Staram się zapomnieć o tym, co straciłam, a nie ukrywam – było to bolesne.

A tu obiecane zdjęcia:

Wrześniowe cudeńko:

Taka sobie ja w bluzce z koncertu Iron Maiden (zamawiał brat):

Ulubieńcy dwóch miesięcy:

Nowe nabytki:

Budka telefoniczna, skarbonka – Lokaah (?zł)

Bransoletka – Parfois (ok. 15zł)

Zegarek – Parfois (ok. 130zł)

Czapka – Cropp (ok. 40zł)

Teraz czekam tylko na Nike Air Force Mid w kolorze białym, które zamówiłam w piątek ze strony – link tu.

Jeśli dotrwaliście do końca to gratuluję! Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Też mieliście taką sytuację, że usunęliście coś przypadkiem? Powiedzcie, co wtedy zrobiliście.

Pozdrawiam i do następnego! xoxo ;)

Urodziny i trele morele ♥

Dawno mnie nie było, ponieważ jak widzicie w tytule – miałam urodziny. ;) Niezmiernie mnie uradowały, gdyż na prawo jazdy mam już odłożone pieniążki, a długo zbierać nie musiałam (zaledwie 2 godziny).

Takowy tort mnie przywitał (razy dwa, ponieważ urodzinki wyprawiane były dwukrotnie). Mega smaczny, ale też super słodki. Zjadłam kawałek i już miałam dość. Była tam gruba warstwa czekolady, biszkopt, taka jakby pianka o smaku waniliowym i owoców leśnych. Ciekawe połączenie.

A tak sobie byłam na Młyńskiej z rodzinką i ujrzeliśmy to:

Nigdy nie wpadłabym na to, aby umieścić takie imiona na kłódce. Jak się czyta, to brzmi troszkę homoseksualnie – w końcu to dwaj faceci. Ale jak kto lubi. Ja jestem tolerancyjna.

I z racji tego, że w moje urodziny wypadała też 30 rocznica ślubu rodziców, przez przypadek (rozglądając się po prostu) ujrzeliśmy taką kłódkę:

Kłódka wraz z grawerem – muszę przyznać – piękna. Ale to już tyle o MIŁOŚCI.

Ostatnio szłam sobie i taki dość niecodzienny widok utkwił mi w głowie:

Kot jakby grzał się na dachu. ;) Oczywiście to nie mój szalony kociak (żeby nie było).

Ach ten dzióbek! ;o (Bez komentarza, please.)

I tak mi te dni powolutku mijały. Szkoła i nauka (a tak serio to rzadko się uczę, bo i po co?) i siłownia! Trzeba być fit.

No i najpiękniejsza na dziś informacja dla mnie to to, że w ten poniedziałek i następny nie ma kartkówki z hiszpańskiego! Po prostu życie czasem potrafi być cudowne! Ot co. ;)

Do następnego! xoxo

Dojrzałość i te sprawy (miłości ma)

Hej kochani! Post dodaję znów z opóźnieniem (wybaczcie), ale jak wiadomo – szkoła = dużo nauki + masa straconego czasu. Na pewno to rozumiecie, bo to przeżyliście lub przeżywacie.

Nie wiem jak Wy ale ja już czuję weekend. Mój zapowiada się ciekawie, tylko czekam na jutrzejszy dzień i wszystko się zacznie. Ale co się odbędzie (odbyło) w weekend to już Wam opowiem (po wszystkim) w kolejnym wpisie. Powiem tylko tyle, że wchodzę w „etap dojrzałości”. Nie sądzę, aby cokolwiek zmieniło się w moim życiu, ale nie ukrywam – liczę na jakiś cud. Może chociażby a propos miłości mego życia…

I tu zaczyna się długi, monotonny temat. Po pierwsze nasuwa się pytanie, czy istnieje ktoś taki, kto sprosta naszym oczekiwaniom? Nigdy nie będzie to ktoś idealny, ponieważ KAŻDY człowiek ma wady i zalety. Pewne wady jednym osobom przeszkadzają, inni zaś przymykają na nie oko.

Ale czymże jest miłość? Stan umysłu? Ciała? A może tego i tego? Osoba, która kocha nie powinna kochać tylko ciałem ani tylko duszą. To musi współgrać.

Miłości nie da się zdefiniować, ponieważ każdy inaczej jej doświadcza i gdyby zebrać ludzkie wypowiedzi na ten temat, może zyskalibyśmy jakiś ogólny zarys owego uczucia.

Nie ukrywam jednak, że miło jest mieć kogoś, do kogo można powiedzieć te magiczne słowa „kocham Cię”, przytulić się, pocałować, spędzać wolny czas, etc.

Ale moi drodzy, nie oszukujmy się. Nie czekajmy na spadającą gwiazdę z nieba, tylko działajmy! Prosta zasada: nie spróbujesz – nigdy się nie dowiesz. I uwierzcie mi, że to działa, bo jak wiadomo człowiek uczy się na własnych, bądź cudzych błędach (lepiej na cudzych – mniej cierpienia).

Motto na dziś i (u mnie) na kolejne dni: pełen chillout!

Podsyłam Wam rasta nuty, które sprawiają, że dosłownie odpływam. Oczywiście jeśli nie lubicie takiego klimatu, to absolutnie nie musicie tego słuchać.

Życzę Wam szczęścia w szukaniu swojej prawdziwej miłości, bądź w odkrywaniu tych DOBRYCH cech u swojego/swojej partnera/partnerki, bo tylko takie powinniśmy widzieć. ;)

A póki co to była, jest i będzie moja jedyna mała miłość. <3 Moje cudeńko 13-letnie. Moja najsłodsza. Uwielbiam jak przychodzi do mnie do łóżka, wpatruje się we mnie czy jeszcze śpię i przemiło mrruczy. Mały grubasek. Ona jest całym moim życiem.

Napiszcie co sądzicie o tym co tam „spłodziłam”, czy przesłuchaliście te piosenki i jakie inne mi polecacie? ;)

Do następnego wpisu! Będzie się działo. ;) xoxo

Hej, witajcie!

Dawno mnie nie było – wybaczcie, ale wiecie jak to jest… Szkoła, obowiązki etc. Co tu dużo mówić. Działo się mnóstwo rzeczy związanych głównie ze szkołą.

Tak ogólnie to znów przefarbowałam włosy (nie podobał mi się tamten zielono-jakiś, dziwny kolor ot co). Z racji tego, że trzymałam farbę na głowie koło 1,5 h to wyszły mi prawie czarne, miejscami chyba nawet czarne. Podsyłam Wam zdjęcie, żebyście ocenili czy jest lepiej czy gorzej niż było?

Tak nawiasem mówiąc to zapuszczam włosy od września 2011 roku. Strasznie podobają mi się włosy do pasa i wyobrażam sobie kłopot z farbowaniem ich… Skoro już teraz mam duże problemy. Dwie tubki farby ledwo starczają na moje grube włosy, to co będzie potem? Cztery tubki? Aż strach myśleć.

Poza tym szukam takowej czapki – była w Croppie, teraz nie mogę jej dostać. Jak ktoś z Was będzie wiedział czy będą jeszcze w sprzedaży to proszę o info, bo pilnie poszukuję.

Do następnego! xoxo

Moje małe pyszności

Witam Was moi kochani! Staram się dodawać co jakiś czas wpisy, choć nie zawsze idzie to tak, jakbym tego bardzo chciała – niestety.

Cieszę się, że odwiedzacie często mojego bloga. ;) Aczkolwiek byłoby mi jeszcze milej, gdybyście pisali do mnie w komentarzach co sądzicie na dany temat – piszcie jak najwięcej! Zawsze Wam odpowiem. Możecie również pisać maile. Na nie również odpowiadam. Chętnie doradzę, pomogę, podpowiem. Piszcie mi co chcielibyście częściej widywać oprócz wpisów z DIY. Postaram się coś wymyślać. Pamiętajcie, że dla Was wszystko! ;)

A wracając do tematu. Ostatnio przeglądałam moje zdjęcia i zauważyłam robione własnoręcznie zdrowe desery. Pomysł zaczerpnęłam ze strony zszywka.pl. Oczywiście tylko mnie zainspirowali do zrobienia tego przepysznego i do tego niskokalorycznego jedzonka! No ten pierwszy może mniej.

Na początek deser z jogurtem naturalnym, rozdrobnionymi płatkami kukurydzianymi i do nich – kwintesencja – pastylki miętowe (tutaj okrągłe z Jutrzenki – pychota!).

Następny deserek jest mniej kaloryczny. Z pewnością zabije podwieczorkowy głód. Płatki kukurydziane i jogurt naturalny – jak wcześniej, a do nich otręby i banan pokrojony w plasterki (nie za cieniutkie). Robicie przekładaniec i wychodzi takie oto cudo:

Jeśli jogurt naturalny jest dla Was zbyt kwaśny to możecie go po prostu posłodzić lub zastąpić jakimkolwiek innym jogurtem, który będzie współgrał z resztą. Możecie również dać inne owoce niż banany, aczkolwiek ja wybrałam je, ponieważ były najsłodsze.

Spróbowaliście czegoś takiego? Czy natchnęłam Was do wypróbowania? A może polecacie mi coś innego? Chętnie wypróbuję!

Smacznego i do zjedzenia! ;)

Moje Vansy

Hej kochani! Pamiętacie moje błękitne Vansy? (Dla tych, którzy mnie nie śledzą wstawiam zdjęcie.)

Mam tylko takie zdjęcie moich butów (jeszcze były nowe – kwiecień 2013).

A potem zaczęły się rozklejać, brudzić, wyblakły, a do tego powstały takie obrzydliwe zielone plamy, których nie można było w ogóle sprać. Po prostu horror.

Buciki obecnie mają 5 miesięcy, a (przed czymś co Wam za chwilkę pokażę) wyglądały jakby były wyciągnięte wprost ze śmietnika. Obrzydliwość.

Wpadłam więc na pomysł, aby je przefarbować na inny, niebrudzący się kolor. Padło na czarny. Udałam się do Empik’u/a (jak kto woli) po farbę do dekorowania ubrań, która prezentuje się tak:

Kosztowała ona 11,99 zł. Powiem o niej tyle, że świetnie kryje wszelkie zabrudzenia, przed utrwaleniem można jeszcze zmyć ją wodą. Jest bardzo wydajna. Ja moje buty po pofarbowaniu suszyłam suszarką. Powiem Wam jak to wygląda w praniu jak będę dłużej używać.

Wzięłam gąbkę, nalałam na nią farbę i zaczęłam stemplować buty. Szybko pokryła oby dwa buty i jeszcze zostało jej trochę na poprawki. Małym pędzelkiem zamalowałam pozostałości, niedoróbki. Wysuszyłam i gotowe. A buciki prezentują się tak:

Wydaje mi się, że co do tych obrzydliwych plam, które się na nich znajdowały, wyglądają teraz jak nowe i strasznie mi się podobają. Nikt takich nie ma, ponieważ oryginalnie czarne Vansy mają białe szycia. Moje są czarne. ;)

Uwielbiam kombinować, szczególnie, gdy mi na czymś zależy. DIY (Do It Yourself – zrób to sam) jest po prostu świetną sprawą i jak możecie to również spróbujcie zrobić czasem coś samemu, a nie idźcie na łatwiznę i nie kupujcie. Fajna zabawa, a do tego na mecie jest się dumnym z wyniku swojej własnej pracy i czasu w to włożonego.

No chyba, że naprawdę macie do tego dwie lewe ręce – w takim wypadku możecie albo komuś to zlecić, albo iść na łatwiznę i kupić gotowca. ;)

Mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał. Może dodam takich więcej, pomyślę nad tym.

Napiszcie mi, czy próbowaliście już takiej metody? A może polecicie mi inną? Czy często korzystacie z metody DIY?

Całuję i do następnego razu!

Orzeźwiająco!

Hej kochani! Jak tam rozpoczęcie roku szkolnego, bądź powrót do pracy po urlopie?

Dziś króciutki wpis.

Mam dla Was coś może już nie na tą porę roku – no chyba, że przyjdą do nas ciepłe dni (mam taką cichą nadzieję). Moja mama wynalazła w Auchan (lub w Auchanie – jak kto woli) sok miętowy do rozcieńczania – podawany najczęściej do wódki, bądź innego alkoholu. Sam w sobie trochę mdli, więc wymyśliła, że doda do niego kostki lodu i trochę soku z cytryny. Polecam Wam wypróbowanie tego specyfiku, gdyż jest naprawdę pyszny i orzeźwiający. W sam raz na ochłodę.

Tu zdjęcie tego jakże pięknego kolorystycznie napoju:

Spróbujcie i powiedzcie mi jak Wam smakowało? Czy lubicie wymyślać podobne rzeczy? Może mi coś polecicie?

Buziaki! Do następnego! ;)

Warszawa moimi oczami i mała zmiana (oprócz designu bloga)

Ostatnio byłam u brata w Warszawie. Uwielbiam wielkie miasta. Bydgoszcz to kruszynka w porównaniu do wielkości naszej stolicy.

W drodze do.

Nocny widok.

Pałac za dnia.

Muzeum Techniki.

Na pragnienie w upalny dzień.

Ciekawa nadmuchiwana reklama.

ZOO.

Bubble Tea z Karolem, który się nie ujawnił ze względu na brak czasu na zrobienie jakiegokolwiek zdjęcia z nim. Tyle godzin razem, a masa rzeczy do roboty. Praktycznie ciągle w biegu. Pozdrawiam tę świnię. ;)

Pomnik przed Muzeum Historii Żydów Polskich (w którym praktycznie nic nie było…). Nawet nie ma o czym opowiadać.

Pałac w Wilanowie.

Piękne ogrody przed Pałacem.

Szybki outfit.

Bluzka z Outletu w Gdańsku.

Spodenki – New Yorker.

Okulary – C&A.

Buty – Vans.

Kolumna Zygmunta.

Zamek Królewski.

W drodze do Bazyliszka.

Wciąż latały i biegały koło nas wróble. Jedzenie jest to i ptaszki są.

Nasze zamówienia.

Przyjemne widoki w trakcie jedzenia.

Oczywiście symbol Warszawy – Syrenka.

Piękne krajobrazy.

Podjadamy sobie „zdrowo” w drodze do domu. ;)

To wszystko z Warszawy – tak z grubsza.

Rok szkolny się zbliża ogromnymi krokami i właśnie nawiązując do tej tytułowej „małej zmiany”, to zmienił się mój kolor włosów. ;) Z pseudo rudego z elementami blondu na brąz. Cały czas zapuszczam moje kudły i tylko czekam aż będą sięgać mi do pasa. Kiedyś miałam takie długie włosy ale byłam mała i głupia i je ścięłam. No trudno. Za błędy się płaci.

Wybaczcie mi jakość.

 

To do następnego! ;)